Ponad 6 tysięcy podpisów zebranych pod apelem do Jarosława Wieczorka, wojewody śląskiego w sprawie przywrócenia nazwy dla Pl. Szewczyka w Katowicach zrobiło na radnych miasta Katowice wrażenie. Żadne z dotychczas zorganizowanych przez urząd miasta Katowice konsultacji społecznych nie spotkały się z takim zainteresowaniem.

Po pierwsze, nie wystarczy zawiesić projektu na platformie konsultacji społecznych urzędu miasta Katowice. Nie jest to najbardziej poszukiwane źródło informacji o tym, co się dzieje w mieście. Znacznie bardziej interesujące są dzisiaj rozmowy z mieszkańcami, jaki toczą się na stronach internetowych redakcji regionalnych i lokalnych gazet lub rozgłośni radiowych.

Bardzo ciekawym doświadczeniem miasta są spacery badawcze w ramach społecznej mapy Katowic. Niejednokrotnie słyszeliśmy, że tutaj ulica jest dziurawa, tam trawa nieskoszona. Tutaj nie wyremontowany plac zabaw, a ten sąsiad strasznie kopci. Dzisiejsza agora nie jest na Rynku czy Młyńskiej. Jest na Załężu, w Bogucicach, Giszowcu czy Murckach. Miasto z perspektywy żaby jest znacznie bardziej interesujące.

Po drugie, poruszanie się po stronie urzędu miasta Katowice nie jest łatwe. Znalezienie czegokolwiek w biuletynie informacji publicznej niejednokrotnie graniczy z cudem.

Kiedy byłem w Londynie, zauważyłem ogłoszenie zawieszone na latarni ulicznej, że trwają konsultacje miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego. To kwestia szacunku do mieszkańca. Głos londyńczyka jest dla burmistrza Londynu ważny nie tylko w czasie wyborów, lecz także przy podejmowaniu każdej realnej decyzji.

Po trzecie, wyniki konsultacji społecznych organizowanych przez urząd miasta Katowice są słabe. W badaniu opinii publicznej podczas konsultacji dotyczących wejścia miasta Katowice w skład związku metropolitalnego w województwie śląskim wzięło udział jedyne 1589 osób.

Tymczasem, gdy mieszkańcy zorganizowali konsultacje społeczne w sprawie zmiany nazwy dla pl. Wilhelma Szewczyka, wzięło w nich udział prawie 6 tysięcy osób. Kilkaset osób protestowało na placu Szewczyka w ostatnią przedświąteczną sobotę. Już ponad 6 tyś podpisało petycję w Internecie. Ten zorganizowany głos mieszkańców zrobił wrażenie na radnych miasta Katowice. Katowiczanie potrafią się zorganizować.

W końcu, o czym często zapominają na Młyńskiej w Katowicach, demokracja miejska to nie tylko wybory, lecz ciągły udział mieszkańców w realnym podejmowaniu decyzji o mieście. Jest oparta na edukacji obywatelskiej.

By partycypacyjna demokracja miejska mogła dobrze działać, konieczne jest stosowanie referendów lokalnych, inicjatywy uchwałodawczej mieszkańców, paneli i sądów obywatelskich, czy planowania partycypacyjnego. Jak widać z przebiegu ostatniej sesji rady miasta, nie jest to ulubiona przez rządzących Katowicami forma sprawowania urzędu.

Nie wątpię, katowicki magistrat słucha mieszkańców. Sęk w tym, że albo nie wie jak, albo nie chce ich usłyszeć. Można to robić jak dotychczas. Zamieścić informację na internetowej platformie konsultacji społecznej urzędu miasta Katowice. Alternatywnie, można aktywnie wyjść do mieszkańców i zapytać ich o zdanie. Bez wątpienia, to wymaga odwagi, ponieważ można usłyszeć nie to, czego chce się usłyszeć. Czy urząd miasta Katowice chce usłyszeć mieszkańców? Z przykrością stwierdzam, że nie.