Mapa dzielnicy, grupa znajomych, wygodne buty i rozmowy – tak spędziliśmy kilka ostatnich sobót. Jedni pytają po co to robimy, a inni sugerują, że mamy jakieś ukryte cele. Jasne, że mamy – chcielibyśmy poznać mieszkańców Katowic i wysłuchać tego jak im się żyje. W Społecznej Mapie Katowic nie chodzi, jak to ma miejsce w standaryzowanej ankiecie, o uzyskanie odpowiedzi na X pytań. Zaczynamy od rozmowy o dzielnicę, ale tematy szybko schodzą na codziennie życie, także to rodzinne. Dopiero z takim bagażem – zebranym we wszystkich dzielnicach i osiedlach Katowic – będziemy mogli wrócić do czytania raportów i analiz robionych przez naukowców. Wrócić z kontekstem, którym są konkretne życiorysy.

Jasnym jest, że nie porozmawiamy z każdym mieszkańcem Katowic, ale wierzymy, że to co robimy i tak da nam świeżą perspektywę patrzenia na sprawy ważne dla naszego miasta. Te podzieliliśmy na pięć obszarów:
– bezpieczeństwo,
– transport,
– rekreacja i sport,
– kultura i edukacja,
– opieka medyczna.

Perspektywa żaby kontra perspektywa ptaka

Na miasto można spojrzeć z dwóch perspektyw – z perspektywy ptaka (z góry) i z perspektywy żaby (z dołu). Gdy przyglądamy się miastu z tej pierwszej, widzimy najbardziej spektakularne budowle. Przykładowo: w Katowicach widzielibyśmy Spodek, budynek NOSPRu, Muzeum Śląskie czy Międzynarodowe Centrum Kongresowe. Taka perspektywa zapiera dech w piersiach. Przywołane tu obiekty dominują nad miastem. Budzą podziw i zachwyt. Miasto widziane z tej perspektyw wygląda, co tu dużo kryć, monumentalnie: każdy z nas wie, jakie wrażenie robią na nas zdjęcia robione z drona przywołanych obiektów. Budzą następujące myśli: chce do tego miasta pojechać. Muszę te cuda architektury zobaczyć.

Ale czy to jest perspektywa, która oddaje nam prawdę o mieście, mieście, które – jak przecież wciąż powtarzamy, bo nauczyliśmy się już tego od duńskiego urbanisty Jan Ghela – mam być dla ludzi? By realnie ocenić jakość życia w mieście, należy porzucić tę kuszącą perspektywę ptaka. I trzeba przyjąć – co tu dużo kryć – mało spektakularną perspektywę żaby. Trzeba zobaczyć, ba, doświadczyć miasta z perspektyw oddolnej, gdzie nie będzie widoków zapierających dech w piersi budynków. Nie zobaczymy tak dokładnie tych rozwiązań urbanistów/architektów, których celem (szkoda, że czasami jedynym), jest wprawienie nas w zachwyt i podziw. Przyjmując perspektywę żaby, doświadczasz miasta w jego codziennym życiu, jego całodobowym pędzie, jego otwartości na Ciebie, jako mieszkańca, jego użyteczności, która ma sprawiać, że Tobie, jako podmiotowi miejskiej urbanistyki i miejskiej polityki władz miasta, żyje się po prostu dobrze i komfortowo.

Przyjmując tę oddolną perspektywę przekonujemy się po kilku godzinach, czy „używane miasto”, jest krojone na ludzką skalę. A więc wychodząc z domu, przekonujemy się, czy chodniki są równo położone. Jadąc do pracy przekonujemy się, czy transport publiczny jest przyjazny: tu w grę wchodzi nie tylko punktualność autobusu czy tramwaju, ale także, czy przystanki są dobrze zlokalizowane, czy jakość transportu jest komfortowa – zimą jest w autobusie ciepło, a latem działa klimatyzacja. Gdy po pracy z dzieckiem wybieramy się na spacer, chcemy nie tylko mieć w pobliżu plac zabaw, ale także tereny zielone. Gdy chcemy zrobić zakupy, powinniśmy mieć pod ręką sklep, który oferuje podstawowe produkty. Albo, gdy wieczorem zechce nam się spotkać innych/obcych ludzi, powinniśmy wiedzieć, że istnieją miejsca – kawiarnie czy restauracje – w których spotkamy naszych sąsiadów, by móc z nimi podyskutować o sprawach boskich i ludzkich. Patrząc na miasto z tej właśnie perspektywy, dopiero możesz odpowiedzialnie powiedzieć, czy żyjesz w przyjaznym mieście, czy też miasto jest krojone pod „chwilowych oglądaczy”, którzy nawiedzają je, by zobaczyć jeden czy drugi budynek, a potem szybko się pakują i wracają do domu. Perspektywa żaby to punkt widzenia codziennych użytkowników miasta, którzy mają nie tylko prawo do miasta, ale mają prawo do miasta przyjaznego.

Czym się chwalić?

Powiedzmy otwarcie: nie ufamy miastu, które chełpi się jedynie spektakularnym muzeum czy filharmonią. Jeśli są publiczne pieniądze, to to nie jest żaden problem wybudować taki jeden czy drugi obiekt. W Polsce jest dość zdolnych architektów, których prace budzą powszechny – nie tylko lokalny – zachwyt. Pokażcie mi jednak w Polsce miasto, które budowałoby swój wizerunek nie przez pryzmat tej „architektury spektaklu”, ale przez pryzmat codziennej użyteczności.

Czy nie chcielibyście, aby śląskie miasta były znane w Polsce i Europie z tego, że mamy najlepszy zintegrowany transport publiczny? Szczególnie teraz, kiedy już mamy metropolię, która stwarza warunki do tworzenia takiego transportu? Czyż nie byłoby wspaniale, gdyby Katowice chwaliły się nie tylko tym, że jest tu NOSPR, ale że Bogucice, dzielnica sąsiadująca z Muzeum Śląskim, staje się przestrzenią nie tylko infrastrukturalnej, ale także społecznej rewitalizacji?

Proces otwarty

Bogucice, osiedle Tysiąclecia, osiedle Witosa i Wełnowiec – to pierwsze miejsca, które odwiedziliśmy i gdzie przeprowadziliśmy setki rozmów. Jak zatem wyglądają nasze dzielnice z perspektywy żaby? Po pierwsze, dzielnice, które tworzą miasto Katowice, są radykalnie rożne. Zupełnie inne są problemy na osiedlu Tysiąclecia, a inne na Wełnowcu. Po drugie, w każdej dzielnicy, co jest fantastyczną wiadomością, doświadczyliśmy „lokalnego patriotyzmu”. To ważny kapitał ludzki, kapitał przywiązania do miejsca, w którym się mieszka. Kapitał, który daje także możliwość do przeprowadzania bardziej odważnych miejskich projektów, bo ludzie są gotowi działać na rzecz dobra wspólnego. W tym przypadku: dzielnicy, w której mieszkają. Po trzecie, dużo słyszeliśmy od starych politycznych wyjadaczy, że katowiczanom nie zależy na jakości życia. Bzdura: dużo naszych rozmówców mówiła przede wszystkim o konieczności poprawy jakości życia – od zieleni w mieście poprzez lepszą jakość ścieżek rowerowych, a na wydzielonych obszarach dla czworonogów kończąc. To drobne, zdawać by się mogło sprawy, ale dla ludzi ważne. I rzecz ostania: tak, jak różne są dzielnice, tak różne są perspektywy patrzenia na miasto: inaczej na dzielnice spoglądają seniorzy, którzy zwracali uwagę głównie na kwestie bezpieczeństwa i polityki zdrowotnej (brak dostępu do lekarzy specjalistów). A inaczej na miasto spoglądają ludzie młodzi, którzy szukają dla siebie więcej miejsc dla sportowej aktywności czy klubokawiarni. Tak czy inaczej, wszystkie te perspektywy w dobrze planowanym i zintegrowanym mieście są ważne. Bo dobre miasto to takie, w której dobrze się czuje 8 latek i 80 latek.

Społeczna Mapa Katowic to proces otwarty – po odwiedzeniu wszystkich dzielnic i osiedli chcemy oczywiście zebrać te opinie i historie w jednym podsumowaniu, ale to nie będzie koniec. Chcemy, żeby te spotkania na chodnikach, w parkach i przy klatkach schodowych doprowadziły do dalszego dialogu, żeby mieszkańcy poczuli, że mogą swobodnie rozmawiać o problemach. Może poprowadzimy to w formie cyklicznych dzielnicowych spotkań? A może w jakiejś innej formie? Nie chcemy niczego z góry zakładać, ale wypracować coś na podstawie tych doświadczeń. Coś skrojonego dla mieszkańców Katowic i z mieszkańcami Katowic.

Jarosław Makowski, Sebastian Pypłacz