O tym jaki był ostatni Kongres Ruchów Miejskich, egzotycznych koalicjach oraz politycznej sile ruchów miejskich przeczytacie w naszej rozmowie z Lechem Merglerem, współtwórcą Kongresu Ruchów Miejskich.

Sebastian Pypłacz: Zacznijmy może od pozornie prostego pytania: Czy ostatni Kongres Ruchów Miejskich był udany?

Lech Mergler: Moim zdaniem był zdecydowanie udany, pod różnymi względami. Co nie znaczy, że nie znajdzie się ktoś, kto będzie w stanie wskazać jakieś potknięcia czy słabe strony. Wszystko wskazuje, że zostanie przeprowadzona ewaluacja V KRM, podobnie jak to było po Kongresie w Gorzowie w 2015 r..  Zatem ewentualne słabe strony niewątpliwie zostaną ukazane.

To co się udało?

V KRM odbywał się w sześciu miastach Śląska i Zagłębia (sam byłem w czterech: Dąbrowie Górniczej, Świętochłowicach, Chorzowie i Katowicach) co było bardzo trudne pod względem organizacyjno-logistycznym, ale powiodło się, dzięki wielkiej pracy śląsko-zagłębiowskich organizatorów. Mam nadzieję, że z pożytkiem dla ruchów miejskich Śląska i Zagłębia.

V KRM to pierwszy Kongres odbywający się w warunkach politycznej niestabilności, w kraju i na świecie. Polityczna zmiana to dla ruchów miejskich wyzwanie. Spróbowaliśmy z nim się zmierzyć i mam wrażenie, że podstawowy cel został osiągnięty – świadomość, że polityka nas dotyka i sami jesteśmy jej podmiotem, który powinien samodzielnie, na swoich zasadach w niej uczestniczyć – bo mamy swoją odrębność.

Po raz pierwszy na Kongresie zafunkcjonowała formalna organizacja ruchów miejskich, gdyż do niedawna działaliśmy w formule dość swobodnej ogólnokrajowej sieci komunikacji i współpracy. Odbyło się pierwsze walne zebranie 34 członków Związku Stowarzyszeń Kongres Ruchów Miejskich, wybraliśmy nowy zarząd na 2 lata i przyjęliśmy kilkanaście uchwał i stanowisk, w tym strategiczne.

I po czwarte – V KRM był bardzo pożywny intelektualnie, odbyło się kilkanaście spotkań, w tym kilka plenarnych, gdzie były dyskutowane istotne kwestie miejskie w szerokim zakresie. Dopiero to ogarniamy, nikt nie był w stanie uczestniczyć w tych wszystkich spotkaniach, więc nikt nie ma pełnego obrazu treści merytorycznych Kongresu. To kwestia dni żeby cały materiał był publicznie dostępny. Dla mnie najważniejsze są wątki tematyczne, które przyniosły szerszą refleksję nad miastem i miejskością..

Podczas podsumowania w sali katowickiego MCK pojawiły się wątpliwości pewnych grup, że niektóre tematy zostały zmarginalizowane. Czy są tematy ważne i ważniejsze?

Zawsze są tematy mniej i bardziej ważne, ze względów praktycznych. Na przykład – w organizacji opartej na dobrowolnym udziale i pasji, bardziej ważny staje się ten temat, który interesuje większą liczbę osób, bo one nim się zajmą liczniej niż innymi tematami. A tematy, którymi zajmują się nieliczne osoby lub zgoła nikt – przepadają. Czasem znaczenie mają okoliczności zewnętrzne, na przykład lepsze warunki pracy nad tematem albo udział atrakcyjnych gości. Nie bez znaczenia bywa też ewentualna skłonność liderów tematów do podjęcia pewnego wysiłku na rzecz promocji ich tematow oraz informacji o nich. Oraz popularność w danym czasie jednych problematyk większa a innych mniejsza.

Jako organizatorzy V KRM przyjęliśmy założenie, że realizowane będą te tematy z szerokiego pakietu tematów wyjściowych, którymi ktoś zechce się zająć. I tak się stało. A powodzenie zależało chyba głównie od pasji i zaangażowania osób, które podjęły się poprowadzenia poszczególnych tematów.

A osobiście, co było najciekawsze?

Dla mnie osobiście najistotniejsze były te wątki, które dotyczyły demokracji miast, czyli 1. – podmiotowości i autonomii miast w ramach systemu demokratycznego, w kontekście toczących się zmian politycznych. Oraz 2. – demokracji miejskiej rozumianej jako system wartości, zasad, procedur i technik demokratycznego samorządzenia się społeczności miejskiej. Do tego – dyskusje o miejskości oraz polityczności ruchów miejskich i wyzwań niesionych przez politykę. One poniekąd wyznaczały główną oś ideowo-intelektualną V Kongresu.

Kongres Ruchów Miejskich skupia ludzi z lewicy, prawicy i centrum – czy działalność na poziomie miast to jedyne miejsce, gdzie te wszystkie środowiska są w stanie się dogadać?

Jeśli chodzi o sam Kongres – V KRM przyniósł chyba pewne poszerzenie ideowe środowiska ruchów miejskich, o młodszych sympatyków Korwina czy Kukiza. Na pytanie czy jesteśmy „lewicowi” czy „prawicowi” odpowiadamy, że łączy nas Miastopogląd zawarty w 15 Tezach Miejskich z Gorzowa, a reszta jest drugorzędna. Dlatego była też mowa o perspektywie „egzotycznych” lokalnych koalicji wyborczych w 2018 r.

Co do polityki krajowej – jestem umiarkowanym pesymistą. Mamy do czynienia z poważnym podziałem w społeczeństwie, i on nie jest wydumany. I chyba z rosnącą alienacją elit z obu stron wojny plemiennej – alienacją od społecznego mainstreamu . Można sobie teoretycznie wyobrazić jakiś rodzaj porozumienia w pojedynczej, konkretnej sprawie w skali krajowej, na przykład w razie nagłego, bezdyskusyjnego zagrożenia, ale to mocno abstrakcyjne..

Co jest siłą egzotycznych koalicji?

„Egzotyczne” koalicje łamią stereotypy i odświeżają powietrze.  Przy okazji V KRM jeszcze bardziej uświadomiłem sobie jak płytka jest w nas miejskość, i ile trzeba jeszcze zrobić, żeby wyhodować w sobie „miejski punkt widzenia”. W kwestiach politycznych – ulegamy mentalnie podziałom lewica-prawica albo PiS-antyPiS, które w perspektywie konkretnego miasta często nie mają większego znaczenia.

Znaczenie ma stosunek do realnych problemów tego miasta i potencjał ich rozwiązywania. Na przykład – kwestie z zakresu „ekologii miejskiej” i sposób myślenia o tym, jak sobie z nimi radzić. Utarte schematy słabo są użyteczne np. w kwestii recyklingu, smogu, zieleni w mieście, OZE itd. Albo rozwiązywania problemów mieszkaniowych. Lub transportowych.

Dlatego tzw. „egzotyczne” koalicje mogą się okazać źrodłem nowych możliwości, kiedy stare dawno zostały zabetonowane. Wydaje się, że od dawna nie ma już miejsca na politycznej scenie na nic innego niż PiS lub anty-PiS i taki stan wyobrażeń/opinii jest sam w sobie rodzajem mentalnego „zabetonowania” – irytującego i budzącego sprzeciw. W tej chwili wiem, że chyba wszystkie siły polityczne, może oprócz PSL i partii rządzącej (ale tego nie jestem pewien) w określonych miejscach mogą wchodzić „egzotyczne” koalicje z ruchami miejskimi łamane przez siebie nawzajem.

I bardzo dobrze.

A czy ruchy miejskie wchodząc w „zabawę” ze starymi politycznymi graczami, nie stają się tylko przystawką partii politycznych?

Jak narazie nie stają się. Na V KRM pojawiły się forpoczty kilku partyjnych, albo para-partyjnych podmiotów politycznych, żeby dopilnować swoich interesów na „terytorium” największej imprezy ruchów miejskich. Jacek Jaśkowiak formalnie reprezentował Poznań i Zw. Miast Polskich, ale politycznie Platformę Obywatelską, w której radzie programowej zasiada Plus paru innych działaczy śląskich PO. Robert Biedroń reprezentował „partię Biedroń” i rywalizował z Jaśkowiakiem. Partię Razem reprezentowała liczna grupa aktywistów z kilku różnych miast. .Nowoczesną – posłanka Ewa Lieder z Gdańska. Zieloni byli nieformalnymi współorganizatorami V KRM, współtworzyli 3 warsztaty  i przygotowali specjalne wydanie Zielonych Wiadomości na Kongres, itd.

Każde z tych środowisk coś na Kongresie ugrało, ale żadne go nie zdominowało ani sobie nie podporządkowało. Jaśkowiak i Biedroń dostali ponowienie poparcia ruchów miejskich. Razem – przekaz medialny że w licznych miastach ruchy miejskie będą tworzyć koalicje z tą partią (nieco nadmiarowy). Zieloni wywarli duży wpływ na program V KRM na poziomie konkretnych dyskusji.

Z naszej strony został sformułowany i ogłoszony   wyraźny komunikat: Federacja KRM nie idzie do wyborów i z żadną partią nie brata się wyborczo – uchwała walnego zebrania. A lokalnie, w zależności od układów i sytuacji ruchy miejskie decydują samodzielnie z kim współdziałają.

Więc jeśli jest jakieś ryzyko, oprócz ewentualnego zamętu na poziomie medialnym, to tylko to, że lokalnie ktoś kogoś ogra albo się podłoży. Ale po części należy to do sytuacji w polityce pojawiających się, tak to działa. A nie sposób polityki nauczyć się nie próbując i nie ryzykując. Jestem jednak dobrej myśli – mamy już spore doświadczenie i praktykę. W paru miastach uczestniczymy w miejskich władzach.

Kiedy Ruch Miejski przestaje być takowym?

Zakładam, że nie chodzi o kwestię postawioną na poziomie akademickim, a ma ona na nim swoje miejsce – powstało już ileś i powstaje coraz więcej prac naukowych na temat ruchów miejskich w Polsce, i badacze muszą zmierzyć się z kwestią definicyjną. Ja nie reprezentuję akademii, staram się uprawiać społeczną praktykę refleksyjnie plus o niej pisać.. Ale dla nas ta kwestia definicyjna miała wymiar praktyczny – musieliśmy zdecydować, jakie i jakiego rodzaju organizacje zaprosić na I Kongres Ruchów Miejskich w czerwcu 2011 w Poznaniu. Kongres Kobiet, Kolibra, Federację Anarchistyczną, Tow. Urbanistów Polskich, Krytykę Polityczną, Związek Miast Polskich…?

Więc kwestia „co” uznajemy za ruch miejski ma znaczenie podstawowe. Z jednej strony nie stawialiśmy żadnych szczególnych barier polityczno-światopoglądowych, zależało nam na formacji otwartej i pluralistycznej, chodziło o Kongres „ponad podziałami”. Formuła organizacyjna nie miała znaczenia – w I KRM wzięły udział stowarzyszenia zwykłe i rejestrowane, fundacje, inicjatywy i grupy nieformalne.

Muszę mieć jakiś miejski charakter?

Rozróżniamy organizacje działające „w mieście” od organizacji „miejskich”. Pierwsze mają z samym miastem związek przygodny, to jest jedynie miejsce realizacji celów, a nie sam cel i treść – na przykład w dziedzinie kultury, ekologii, sportu, i in. Dla nas miasto ma być istotą aktywności, a nie kontekstem czy tłem. Chodziło nam o organizacje i inicjatywy angażujące mieszkańców dla zaspokajania ich własnych, istotnych potrzeb i interesów życiowych, realizowanych w mieście i poprzez miasto.

Kładliśmy nacisk na „lokalność”, bo pozwalało to skupiać się bezpośrednio na konkretnych problemach miast i potrzebach mieszkańców bez wikłania się w rozstrzyganie kwestii szerszych – światopoglądowych, ideowych, politycznych. Nazwaliśmy taki punkt widzenia NARRACJĄ KONKRETNĄ.

Kryterium społecznego, oddolnego charakteru ruchów miejskich pozwala nam zachować dystans, więc i niezależność, wobec instytucji władzy publicznej, religijnych, biznesu, partii politycznych oraz innych grup interesów – np. korporacji zawodowych (architekci, urbaniści, uczeni, dziennikarze, prawnicy…), związków zawodowych, regionalnych czy lokalnych grup nacisku.

Po rejestracji Związku Stowarzyszeń Kongres Ruchów Miejskich sytuacja się sformalizowała, pod dyktando ustawy o stowarzyszeniach i  naszego statut oraz regulacji dotyczące przyjmowania nowych organizacji członkowskich. Obok powyższych kryteriów, które są intuicyjnie oczywiste, bardzo istotna dla nas jest akceptacja 15 Tez Miejskich i zobowiązanie do ich wprowadzania w życie przez organizacje aspirujace do przystąpienia do KRM.

Kto może utworzyć ruch miejski?

Każdy może ogłosić, że tworzy ruch miejski, także grupa miłośników wiejskich traktorów, tylko co z tego? Pewne próby podejmują np. lokalnie niektóre partie polityczne na gruncie przybudówek młodzieżowych, itd. Nie mamy na to wpływu, tylko możemy promować kanon naszych wartości i Miastopoglądu  – powyżej. Obejmuje on środowisko ruchów miejskich uczestniczących, związanych, sympatyzujących ze związkiem stowarzyszeń Kongres Ruchów Miejskich.

Jeśli któraś z organizacji od tego kanonu odejdzie to przestanie dla nas być ruchem miejskim. Wtedy, kiedy pójdzie w biznes, albo w politykę partyjną, albo zajmie się krzewieniem jakiejś jedynie słusznej ideologii lub uniwersalnego światopoglądu, czy też zacznie reprezentować partykularny interes jakiejś grupy interesów (jak wyżej) albo popadnie w lokalny „patriotyzm” prowadzący do walki z innymi miastami. itd.itp.

Wiele odpowiedzi zawiera 15 Tez Miejskich.

Rozmawiał Sebastian Pypłacz.