Kiedy z grupą Społecznego forum dla czystego powietrza byłem przez trzy dni w Londynie, zastanawiałem się, jaki jest londyński patent na niską emisję. Uświadomiłem sobie, że śląskie miasta są na początku drogi ku czystemu powietrzu. Mieszkańcy już zaczęli naciskać polityków, ale jeszcze wiele przed nami.

Po pierwsze, miasta województwa śląskiego mają uchwałę antysmogową przyjętą przez sejmik województwa. W ubiegłym sezonie grzewczym, blisko 6 tysięcy przerażonych mieszkańców podpisało petycję do marszałka i przewodniczącego sejmiku w sprawie przyspieszenia wejścia w życie przepisów antysmogowych. Prace na uchwałą antysmogową przyspieszyły. Było o tyle łatwiej, że przy marszałku działał blisko 40-osobowy zespół do spraw ograniczenia emisji. Potrzebna wiedza leżała na stole. 7 kwietnia br. sejmik województwa śląskiego przyjął jednogłośnie uchwałę antysmogową.

Już od 1 września tego roku, nie wolno spalać w kotłach domowych podłej jakości paliw stałych: mułów, flotokoncentratów, wilgotnego drewna i węgla brunatnego. Jeszcze w ubiegłym sezonie grzewczym, strażnicy miejscy mogli karać jedynie za spalanie odpadów. Dziś na podstawie uchwały antysmogowej, mogą ukarać mandatem również tych, którzy spalają w kotłach małej mocy niedozwolone paliwo. Obok zakazu stosowania podłej jakości paliw, uchwała wprowadza zakaz stosowania pozaklasowych kopciuchów – śmieciuchów. Kotły 5 klasy emitują do powietrza ok. 40 mg/m3.

Po drugie, kopciuchy idą w odstawkę. Minister Rozwoju i Finansów podpisał rozporządzenie w sprawie wymagań dla kotłów na paliwo stałe. Od 1 października firmy w Polsce nie mogą ich produkować. Od lipca 2018 r. nie będą mogły sprzedawać w Polsce. W województwie śląskim montowanie pieców już od 1 września jest nielegalne.

Do użytku dopuszczone są tylko certyfikowane kotły piątej klasy. Przepisy dotyczą urządzeń o mocy nie większej niż 500 kW, a więc tych stosowanych w domach. Według rozporządzenia w sprzedaży dostępne mogą być tylko kotły ręczne, które emitują nie więcej niż 60 mg pyłów na metr sześcienny, i urządzenia automatyczne (z podajnikiem) emitujące maksymalnie 40 mg pyłów/m3. W praktyce oznacza to, że w sklepach dostępne będą wyłącznie kotły automatyczne. Produkcja ręcznych kotłów piątej klasy jest technologicznie nieopłacalna. Dotychczas, brak jakichkolwiek regulacji powodował, że rok w rok sprzedawano po 150 tys. byle jakich pieców. W województwie śląskim w dalszym ciągu do wymiany jest blisko 560 tysięcy kopciuchów.

W końcu, po powrocie z wizyty studyjnej w Londynie, zrozumiałem, jak wiele w walce o czyste powietrze zależy od odwagi, determinacji i konsekwencji rządzących miastami. Politycy nie mogą obawiać się reakcji górnictwa oraz ogrzewających domy podłej jakości węglem. Gdy na szali jest zdrowie i życie mieszkańców, trzeba mieć odwagę i zaryzykować utratę kilku głosów.

Wielki londyński smog z 1952 r. nie był ani pierwszy, ani największy, ani nawet ostatni. Jednak zmienił podejście londyńczyków oraz brytyjskiego rządu do spraw powietrza. Był to pierwszy wielki smog epoki mediów masowych. I pierwszy, kiedy ludziom powiedziano z całym przekonaniem, że słynna mgła, którą mają za oknem, nie jest zwyczajną mgłą i nie jest czymś normalnym. Że ta mgła zabija.

Już dwa lata później uchwalono ustawę dającą Londynowi dodatkowe narzędzia w walce o jakość powietrza. Istotny przełomem było dopiero prawo z 1956 r. – czyli pierwszy Clean Air Act. Wprowadzał on kilka prostych, ale skutecznych rozwiązań. Przyznawał też samorządom wiele praw, które pozwalały reagować w razie potrzeby.

Znalazło się w nim siedem najważniejszych punktów. Zakazano wypuszczania z komina dymu odpowiadającego drugiemu odcieniowi na tzw. skali Ringelmanna lub ciemniejszego. Nakazano jednocześnie, aby nowe paleniska były, tak dalece, jak to tylko możliwe, „bezdymne”. Władze otrzymały prawo przymusowego instalowania urządzeń mierzących poziom zanieczyszczeń, jak również swobodny dostęp do ich odczytów. Nakazano zminimalizowanie emisji z pieców przemysłowych, a wszystkie nowo instalowane miały być wyposażone w filtry. Zwiększono wysokość kominów w zakładach przemysłowych. Samorządy zyskały prawo tworzenia stref „bez dymu” i zgromadzono też pewne środki na pomoc finansową dla tych, którzy byli zmuszeni zmienić piece i rodzaj paliwa. Powołano Radę Czystego Powietrza, która miała na bieżąco monitorować postępy oraz wskazywać nowe rozwiązania. W końcu, określono odpowiedzialnych za wprowadzenie tych przepisów.

Lekcji, które da się wyciągnąć z wizyty społecznego forum dla czystego powietrza w Londynie, jest wiele. Sęk w tym, że dopóki władze śląskich miast będą „wiedzieć lepiej” i nie będą współpracować z mieszkańcami w walce ze smogiem, to dalej będziemy mieć problemy z powietrzem.

Dziś mieszkańcy wiedzą o różnych sposobach walki ze smogiem. Potrafią zaskoczyć. Niejednokrotnie, zamiast angażować kilka milionów złotych na organizowanie sylwestra pod chmurką, warto przeznaczyć te same pieniądze na dofinansowanie wymiany 200 pieców lub zakupu 200 ton dobrej jakości węgla dla najuboższych. Z pewnością, walka z największym dzisiaj utrapieniem śląskich miast – zatrutym powietrzem – wymaga odwagi. Nie wolno chować głowy w piasek.

Podróż studyjna do Londynu była częścią projektu Doing it Together Science Science (DITO) finansowanego przez Komisję Europejską. Decydenci ze Śląska i Londynu spotkali się w celu zbadania podejść i wymiany doświadczeń w zakresie polityki jakości powietrza i inicjatyw obywatelskich