Łódź nie ma tytułu: „miasto kreatywne”. Łódź jest kreatywna. Otwartość, ludzie, przestrzeń i rower publiczny sprawiają, że nie sposób nie zakochać się w Łodzi.

1.

Łódź odwiedziłem po raz pierwszy w życiu. To, co w innym polskich miastach zdaje się niemożliwe, w Łodzi jest faktem. Łódź kreuje. Czy inne polskie miasta zechcą wyciągnąć wnioski?

2.

Od razu podziękuję Łodzianom za 4 „lekcje”: lekcje, które winny zostać dokładnie przestudiowane zarówno przez urzędy miejskie, jak i ruchy miejskie poszczególnych miast – także, a może przede wszystkim, przez polskie miasta.

Zacznę więc od otwartości, czyli lekcji pierwszej, która ma kluczowe znaczenie dla zrozumienia ducha miasta Łodzi. Pierwszą rzeczą, jaka przykuła moją uwagę były kościoły różnych obrządków obecne na mapie miasta. Cerkwie prawosławne, synagogi żydowskie i kościoły rzymsko-katolickie. Różnorodność, która mnie zaintrygowała. Ten pluralizm jest szansą na spotkanie z innym, z człowiekiem. Jak mawiał ksiądz Józef Tischner, twarz Innego jest śladem Boga. Tak jak sam Bóg objawił się w Jezusie Chrystusie, tak Jezus objawia się w twarzy wdowy, sieroty, ubogiego. Ludzka twarz to połączenie chwały, wyższości i niepowtarzalności, ale także kruchości, zagubienia, krzywdy. Troska, do jakiej wzywa nas twarz Innego, to także troska o nas samych. Bo każdy z nas jest przecież Inny.

Drugą rzeczą, na którą zwróciłem uwagę, to była piękna opowieść w drugą rocznicę o sukcesie inicjatywy „Łodzianie decydują”. Z całą pewnością, w kwestii wsłuchania się przez władzę w głos mieszkańców, Łódź ma jeszcze wiele do zrobienia. Po pięciu latach starania i burzliwej debacie przedstawicieli wszystkich klubów i radnych niezrzeszonych, zwyciężyła rekomendowana przez autorów propozycja: jednogłośnie zagłosowało za przyjęciem obywatelskiej inicjatywy uchwałodawczej. To wielki sukces miasta: mieszkańców, organizacji pozarządowych, urzędników oraz radnych. Łódź znów ma się czym chwalić.

Lekcja druga: Ludzie. Jakże wielkim zaskoczeniem był dla mnie spacer wieczorową porą jedną z najdłuższych ulic handlowych w Europie. Ulica Piotrkowska tętniła życiem. Z ogródków kawiarnianych dochodziły śmiechy i miła dla ucha muzyka. Wśród radosnych przechodniów spotykałem obcych, mówiących po angielsku, włosku i niemiecku. Może miałem szczęście, ale nie spotkałem terrorysty, barbarzyńcy, najeźdźcy, gwałciciela. Nie dali mi odczuć, że przyszli, by naruszyć mój ład, zagrozić porządkowi, by zniszczyć moje poczucie bezpieczeństwa. Obcy byli radośni.

Jakże byłem zaskoczony, kiedy na środku ulicy ujrzałem Kino łóżkowe. Trafiło do Łodzi dzięki festiwalowi Transatlantyk 2016. Kinowe łóżka stoją w centrum OFF Piotrkowska. Są czteroosobowe. Każde jest wyposażone w projektor i ekran. Przysiadłem chwilę obok Off Piotrkowska. Oglądałem przez moment film na wielkim ekranie. Pod chmurką. Z kuflem piwa w ręce. Jestem pod wielkim wrażeniem. Obcy potrafią zaskoczyć.

Trzecia lekcja, czyli przestrzeń. Jadąc do Łodzi mówiłem sobie, że być w Łodzi i nie wybrać się na woonerf, to jak być w Rzymie i nie widzieć papieża. Nie rozczarowałem się.

To określenie pochodzące z języka niderlandzkiego, tłumaczone jako miejski podwórzec, deptak. To taka ulica, na której najważniejsi są piesi i rowerzyści, a na kierowcach wymusza się jazdę krętą ulicą i zdjęcie nogi z gazu. Wniosek o budowę podwórca zgłosili mieszkańcy ulicy.

Na ulicy 6 Sierpnia, Traugutta i Piramowicza spotkałem piękny zegar uliczny, stojaki rowerowe na środku, stoliki do gry w szachy, koncert na środku ulicy. Tutaj zarówno rowerzysta, pieszy, jak również kierowca samochodu czują się równoprawnymi użytkownikami ulicy. Ulica nie jest zamknięta dla ruchu. Ruch jest tam w sposób naturalny uspokojony.

W końcu czwarta lekcja, zwiedzanie miasta na rowerze. Rower publiczny w Łodzi jest alternatywnym środkiem transportu. Umożliwia szybkie poruszanie się po mieście. Dobrze uzupełnia komunikację miejską w Łodzi.

Pierwszy raz pomysł wypożyczania rowerów pojawił się w latach 60. XX wieku w Amsterdamie. Ówczesny radny Luud Schimmelpennink postanowił udostępnić 20.000 białych rowerów dla mieszkańców. Jego celem było zmniejszenie korków i ograniczenie zanieczyszczenia powietrza. Niestety, wówczas nie zyskał aprobaty rady miasta. Dopiero pół wieku później, systemy wypożyczania rowerów zaczynają się pojawiać w coraz większej liczbie miast.

Nie zawsze da się wprowadzić rower publiczny. Institute for Transportation and Development Policy (ITDP) przeanalizował zarówno sposoby planowania, wprowadzania jak i funkcjonowania systemów w największych miastach, w których rowery publiczne są faktycznie wykorzystywane. Spośród ośmiu głównych elementów, które na podstawie analiz ITDP, gwarantują sukces rowerów publicznych, chcę zwrócić uwagę na trzy: gęstość sieci, liczbę rowerów i obszar. System powinien posiadać 10-16 stacji na każdy km2, a średnia odległość między stacjami powinna wynosić ok. 300 metrów. Na każdy tysiąc mieszkańców powinno przypadać od 10 do 30 rowerów. Optymalnie rower publiczny powinien swoim zasięgiem obejmować 10 km2.

3.

Jak na te lekcje powinny zareagować polskie miasta? Po pierwsze, mieszkańcy, organizacje pozarządowe, urzędnicy oraz radni muszą poczuć, że mogą się swobodnie wypowiedzieć i będą wysłuchani. Po drugie, otwartość, którą w chwili każdego kryzysu zaleca się „zwykłym obywatelom”, musi zacząć obowiązywać także miejskich polityków i technokratów – włącznie z transparentnym sposobem podejmowania decyzji. Po trzecie, miasta muszą stać się przedmiotem dumy, a nie rozczarowania, wspólnotą obywateli, a nie polityków, przedsiębiorców, akademików. Dobrem wspólnym, a nie tylko wspólnotą interesu. Po czwarte, polskie miasta potrzebują nowej wizji, która znów rozpali naszą wyobraźnie tak jak wtedy, gdy zdobywały prawa miejskie. Taka wizja jest dziś potrzebna, by wyznaczała cel naszych działań, starań i pragnień. Sęk w tym, żeby polskie miasta wyciągnęły wnioski z łódzkiej lekcji. A wtedy innych niż kreatywne miast nie będzie.