Jechałem do Comacchio zaintrygowany tym, co zobaczę. Wybór wakacyjnej destynacji był przypadkowy, nawet bardzo przypadkowy. Nie spodziewałem się, że wśród rozległych łąk, zalewów i bagnisk, znajdę zaciszne miasteczko kanałów i mostów. Miejsca jedynego w swoim rodzaju. Którym nie można się nie zachwycić, nie można się nie zakochać.

Po pierwsze, siedząc w cieniu Trepponti zrozumiałem, że rolą miasta jest budować mosty, nie przecinać siatką kanałów. Gdyby „mała Wenecja” umiała mówić, powiedziałaby prosto z mostu, że sztuką jest łączyć, a nie dzielić. Można pozostawić swobodnie 13 wysepek wewnątrz wielkich jezior, które do końca ubiegłego wieku rozpościerały się na obszarze liczącym w przybliżeniu 80.000 hektarów.

IMG_4691

Można, jak Comacchio, pozostać przez wiele wieków odizolowanym od reszty Włoch. Mieć swój specyficzny dialekt i niezwykłą kuchnię. Można sięgać korzeniami późnych czasów Imperium Rzymskiego, chociaż ostatnie odkrycie w Valle Ponti statku rzymskiego „Fortuna Maris” wskazywałoby, że Comacchio wywodzi się ze Spina, starożytnego miasta Etrusków. To nie jest zbrodnia, ale grzech.

Po drugie, przechodząc codziennie obok ogromnej VIII-wiecznej katedry San Cassiano, portyku handlarzy lub magazynu zboża aż do wieży zegarowej, rozmyślałem o tym, czy rewitalizacja historycznych budynków jest wyzwaniem dla polskiego miasta.

IMG_6530

Dajmy na to katedra w Comacchio. Powstała w VIII wieku. W XVII wieku została zrekonstruowana. Tuż obok znajduje się wieża dzwonnicza, która została niedawno odrestaurowana. Tymczasem, najlepszy okres Comacchio przypada na XVI wiek, kiedy kardynał Giovan Battista Pallotta zmienił architekturę miasta wznosząc pomniki, które do dziś przyciągają turystów do zwiedzania centrum. Bez wątpienia, od tego, w jaki sposób polskie miasta potraktują rewitalizację, zależy ich rozwój i podtrzymanie tożsamości. Zmiana architektury nie może ograniczać się jedynie do remontów. Podejmowana we współpracy z lokalną społecznością i w jej interesie, obejmie wymiar społeczny, ekologiczny, gospodarczy i urbanistyczno-architektoniczny.

IMG_3462

Po trzecie, zwiedzając ostatniego dnia La Manifattura dei Marinati doszedłem do wniosku, że mieszkańcy mają prawo do korzystania z zasobów miasta i prawo do współdecydowania o najważniejszych sprawach miasta. To są ich, mieszkanek i mieszkańców, sprawy. Miasto jest dla mieszkańców, bo stanowi środowisko naszego życia, a biznes, władza i polityka winny służyć nam i miastu.

W tożsamość mieszkańców „Wenecji Emilii Romanii” jest wpisana ciężka fizyczna praca. Delta Padu to ogromne przestrzenie wody. Serwowane dziś smakowite węgorze, wymagają od miasta, które przez wieki utrzymywało się z handlu rybami, stworzenia warunków mieszkańcom do wprawiania się w kunszcie rybackim i żeglarskim. Musiała powstać infrastruktura do cumowania łodzi i mosty ułatwiające kontakt pomiędzy mieszkańcami różnych wysepek.

IMG_3458

W końcu, oglądając cuda natury umieszczonej na liście dziedzictwa UNESCO delty Padu, niestety niezaopatrzony w lornetkę i super obiektyw, postanowiłem przekonać się, co o mieście mówią akweny wodne z ptactwem, domki rybaków i trzciny wodne. W tak pięknych okolicznościach przyrody, zrozumiałem że nawet flora i fauna mają swoją opowieść o mieście.

Niezwykle istotne „miastotwórcze” zadanie ma przyroda w mieście. Drzewa, krzewy, parki i zielone skwery stanowią klimat miejski. Jeśli nie będziemy dbać o rośliny w mieście, to pozostanie nam miejska wyspa ciepła. Jest to szczególnie uciążliwe latem. Dochodzi do przegrzania powietrza, co staje się uciążliwe dla człowieka. Przy bezwietrznej pogodzie wzrasta zanieczyszczenie powietrza. Wzrasta zużycie energii na uzdatnienie powietrza i klimatyzację.

IMG_6587

Bez wątpienia, cicha i skromna „Wenecja bez turystów” udzieliła mi lekcji o mieście. Zadaniem miasta jest budować mosty nie tylko pomiędzy wysepkami, ale przede wszystkim pomiędzy mieszkańcami. Ponownie odkryłem, że prawdziwe ożywienie miasta jest możliwe jedynie w otwartym dialogu z obywatelami. Wreszcie, o czym wiedziałem od dawna, przyroda buduje klimat miasta. Sęk w tym, żeby prezydenci chcieli rozwijać nasze miasta w sposób zrównoważony i wzmacniać demokrację miejską. Przerzucać mosty, a nie przecinać kanałami. Warto.

Fot. Marzena Gierga-Białas