1.
Kiedy mówimy miasto, myślimy budynki. Myślimy o sieci torów tramwajowych czy tras autobusowych. O wielkich budynkach, w których mieszczą się urzędy czy galerie handlowe. O wielkich fabrykach lub małych firmach. Do miasta się jedzie, by coś załatwić: sprawy urzędowe, zakupy, zabawić się. Miasto jest więc, na pierwszy rzut oka, użytecznym narzędziem, które ma sprawić, by nasze życie było łatwiejsze. Przyjemne.

Ale to tylko część prawdy. Druga strona miasta, ta ukryta, jest dużo ważniejsza. Miasto to ludzie. My. Miasto bez ludzi jest martwe. Przypomina cmentarz. Dopiero ludzie, którzy wychodzą na ulicę, którzy siedzą w kawiarniach, którzy gromadzą się na placach sprawiają, że miasto żyje. Dopiero wtedy, z ludźmi i obok ludzi, widzimy, ba, czujemy w mieście energię. Mówimy: „w takim mieście, gdzie jest fajna energia kreowana przez ludzi, chciałbym żyć”. Miasto, gdzie ludzie są otwarci i tolerancyjni, przyjaźni i życzliwi, przyciąga.

Jeśli więc to ludzie tworzą miasto, jeśli to ludzie są jego sercem, które wprawia je w ruch, daje energię i przyciąga innych, to znaczy jedno: każde miasto, w tym nasze, Katowice, tworzone jest nie poprzez infrastukturę, ale właśnie poprzez nas, mieszkańców, którzy jednocześnie wyznają bardzo określone wartości.

2.
Możemy powiedź: miasto – dzięki ludziom – odsłania/pokazuje wartości jakie wyznaje. Jakie wartości odsłaniają Katowice?

Trwające od kilku dni protesty w Katowicach w obronie niezależnych sądów, w obronie trójpodziału władzy, pokazują przywiązanie katowiczan do praworządności. Plac przed Sądem Okręgowym przy ulicy Francuskiej stał się przestrzenią, która została opanowana przez mieszkańców. Stał się agorą – w greckim tego słowa znaczeniu – gdzie ludzie się nie tylko spotykają, ale także gdzie odbywają się publiczne mini-wykłady o istocie państwa prawa. Oraz, dyskusje, między uczestnikami spotkania, jak zachować się przyzwoicie wobec nieprzyzwoitej władzy centralnej.

Dalej, Katowice pokazują się jako miasto solidarne. Przed sąd przychodzą mieszkańcy, w których DNA wprasowana jest solidarność. Znacząca tyle i aż tyle: „jeden z drugim, a nie jeden przeciw drugiemu”. Solidarność, która nie jest zwrócona przeciwko komuś, ale jest zwrócona za czymś: za demokracją, za praworządnością, za sprawiedliwością. Dlatego właśnie jeden z uczestników, co zasłyszałem, powiedział: „Ależ jestem dumny z Katowic”. Ma rację. Możemy być dumni z miasta, które tworzymy.

Kolejna wartość, która – jak mi się zdaje – była i jest znakiem firmowym Katowic, to wolność. Mimo wakacji, mimo codziennych zajęć, spraw i obowiązków, katowiczanie każdego dnia masowo gromadzą się przed sądem. Bo rozumieją, że wolność jest najpierw i przede wszystkim sposobem istnienia dobra. Broniąc wolności, bronimy dobra. Dlatego mój mistrz ks. Józef Tischner uczył: „Gdybym ze wszystkich wartości, jakie są w Polsce, miał dać którąś na pierwsze miejsce, dałbym wolność”. Katowice są miastem wolności.

3.
Powiedź mi, Katowice, jakie wartości wyznajesz, a powiem ci, czy chciałbym tu zamieszkać i żyć. A więc Katowice, jeśli dobrze to rozpoznaję, definiuje się dziś przez takie wartości, jak: przyzwoitość, solidarność i wolność. Te trzy. I każda z tych wartości jest tak samo ważna.

I co: nie chciałbyś żyć w mieście, w Katowicach, którego mieszkańcy tworzą je podług takich wartości?