Metropolia, na którą czekaliśmy latami, dmuchaliśmy na pomysły i projekty, trzymaliśmy kciuki, wyliczaliśmy korzyści, okazała się być słabym wcześniakiem. Dzieckiem, które trudno będzie odłączyć od maszyn podtrzymujących życie. Tymi maszynami są lokalni prezydenci, który – co zrozumiałe – grają na swoje środowiska, zamiast na wspólny interes. Dlaczego zrozumiałe? Bo po prostu nikt tego wspólnego interesu jasno nie nakreślił.

Wystarczy spojrzeć na to co robi „lider” powstającej metropolii, który zamiast rozmawiać o kandydatach, stwierdza, że wyborów władz nie będzie na pierwszym posiedzeniu zarządu metropolii. Stwierdza bez pytania innych prezydentów miast, z którymi miał współpracować. Stwierdza, bo jego kandydat do zarządu spotkał się z oporem.

Kandydat to zresztą ciekawy, bowiem dość jasno kojarzony z Prawem i Sprawiedliwością. Ciekawy, bo wielu obstawiało, że Marcin Krupa będzie chciał w zarządzie kogoś zaufanego. Ciekawy, bo okazuje się, że ktoś zaufany to jednak osoba z partyjnymi powiązaniami. A przecież Marcin Krupa Prezydent Katowic tyle mówił o tym, że jest bezpartyjny, że partyjnością się brzydzi, ale okazuje się, że brzydzi się tylko wybranymi partiami, akurat nie tymi, nie tą, którą popiera. I wcale nie jest to „Partia Katowice”, a raczej partia Prawo i Sprawiedliwość koło Katowice.

Kiedy powstawała metropolia był problem z nazwą, prezydenci kolejnych miast nie byli z niej zadowoleni, pojawiły się medialne sprzeczki. Tymczasem nikt nawet nie pomyślał o zapytanie o zdanie przyszłych mieszkańców metropolii.

Kiedy rodziły się kolejne pomysły na metropolie, był gdzieś w tle taki, żeby jej zarząd był wybierany w powszechnych wyborach przez mieszkańców. Temat został zamieciony pod dywan.

Kiedy teraz prezydenci miast mają sami wybrać zarząd, znowu nikogo nie pytają o zdanie. Momentami wydaje się, że nie rozmawiają nawet między sobą.

Okazuje się, że liderzy (lider?) powstającego bytu, stworzyli taki kształt metropolii, która nie jest dla mieszkańców, nie jest dla wspólnego dobra, ani nie opiera się na współpracy. Oto grzech pierworodny metropolii.